Nie ma złych wiadomości. Bo nawet te wyglądające w pierwszej chwili czarno i podle, mogą się na dobre obrócić. Newsy prywatne i osobiste.
RSS
wtorek, 23 stycznia 2007
Może czas, żeby tu wrócić....
23:58, good_news
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 marca 2006
Spotkanie z Pistoletem

-         Naczelny powiedział, że ty najlepiej to zrobisz – uświadomiła mnie Basia, moja redakcyjna koleżanka, która zadzwoniła do mnie i wtryniła mi robotę. Chodzi o raport na temat moralności Polaków.

-         Znajdziesz jakiegoś męża, co prowadzi podwójne życie. Niech ci opowie o kochance i da się sfotografować – poleciła.

Już to widzę.

I wtedy zaświtała mi myśl o Pistolecie. Gość napisał „Podziemne życie mężczyzny”, bez owijania w bawełnę o zdradach i nawróceniu. Książka dość obsceniczna, no, ale chodziło o to nawrócenie na ścieżkę moralną.

-         Robię wywiad z Pistoletem – zakomunikowałam mojemu szefowi, żeby wiedział, co robię. – Do raportu o moralności.

-         Nie, no – jęknął. – Mieliśmy cię oszczędzać.

-         Spokojnie. Zdążę – uspokoiłam kierownika.

Zadzwoniłam do Michała W. Pistoleta.

-         Jadę samochodem, ale może pani strzelać nawijkę – powiedział.

Strzeliłam nawijkę, proponując wywiad na zlecony temat.

-         Nie ma sprawy – nawet, jak mi się zdawało, ucieszył się. – Spotkajmy się w Toruniu, mam tam wykłady.

Dwie godziny później Michał W. Pistolet zadzwonił (nie mam pojęcia, skąd wziął numer mojej komórki. Mam zastrzeżony.). Zapytał o uposażenie.

-         Uposażenie? – mało się nie zakrztusiłam.

-         Nooo, wszystkie media teraz płacą. Telewizje, gazety, za wywiad – powiedział.

-         Ja nie płacę. I w redakcji nie ma takiego zwyczaju. Ale w końcu promocję panu robię – stwierdziłam. Przystał na to, że w wywiadzie pojawi się tytuł jego nowej książki.

Kilka godzin później, a było już po 23 znów telefon od Pistoleta. W całkiem innym klimacie. Jakbyśmy byli starymi znajomymi.

-         Anitko, spotkajmy się w hotelu Spichrz. Mostowa jeden – powiedział. – W restauracji na dole. O piętnastej.

Zjawiłam się w Toruniu na Mostowej dokładnie za pięć pietnasta. Telefon. Pistolet.

-         Zapraszam do pokoju trzysta jedenaście – zaprosił.

-         Mieliśmy się spotkać w restauracji – natychmiast zesztywniałam, no bo co, kurcze.

-         Zobaczysz tę restaurację i zrozumiesz, że ona się nie nadaje – stwierdził za mnie i wyłączył się. Zapłaciłam za parking i znów telefon.

-         Ok., jestem w restauracji – powiedział.

W restauracji zwanej karczmą ujrzałam łysego osobnika w garniturze z niebieskimi spinkami przy mankietach, które wyglądały jak kosmiczne granaty. A przed nim torba lekarstw: coldreksy, rutinoskorbiny i diabli wiedzą co.

-         Na co dzień nie chodzę w garniturze – zastrzegł, jakby się wstydził garnituru, białej koszuli, krawata w paski, no i tych spinek. – Zjemy obiad i pozwolisz, że rozmowę dokończymy w pokoju. Chory jestem, muszę się położyć. No i strasznie chce mi się dymać.

Myślałam, że się przesłyszałam, wiec nie zareagowałam.

Rozmowa potoczyła się wartko, Pistolet, jak wielu facetów, nie mógł się nadziwić, że notuję, co mówi, patrząc mu prosto w oczy, zamiast w notes.

-         Nie nagrywasz? – zapytał.

-         Nie wzięłam nowej kasetki – powiedziałam, bo na starej mam wywiad z Alainem Ronertem, Człowiekiem –Pająkiem.

Kelner podał kaczkę (Pistolet nie omieszkał powiedzieć, że to nie on, a firma, dla której pracuje, płaci, zatem mam wybierać co chcę, wybrałam, co on. Kaczka była niezła). Pogadaliśmy o pisaniu („Pisanie jest jak orgazm” – powiedział), o tym, że chce być najlepiej zarabiajacym pisarzem w Polsce, o planach. Po obiedzie zabraliśmy się do hotelowego pokoju, gdzie pozwolił sobie zrobić zdjęcie w garniturze pod kołderką.

A potem...

-         Masz trochę czasu? – zapytał. – Bo ja muszę się wykąpać i wejść do łóżka.

Wsadziłam nos w jego książkę, a Pistolet tymczasem za moimi plecami dokonywał stripteasu.

-         Chyba się nie będziesz krępować mojej nagości – powiedział i przeparadował przez pokój na golasa, po czym wlazł pod kołdrę.

Poczułam się jak prowincjonalna gęś, albo kaczka, przybita do ściany. Z nosem w jego książce, trzeci raz czytając, jak to kochanka trzyma bohatera za przyrodzenie i wyprawia cuda.

-         Tak się spieszyłem, że nie zdążyłem sobie zwalić pod prysznicem – powiedział, wkładając rękę pod kołdrę w celu, czego nie ukrywał, złapania się za przyrodzenie.

-         No, to ja mam już chyba wszystko – powiedziałam, usztywniona, jakbym miała na sobie trzy gorsety. Chciało mi się siku, ale pomyślałam sobie, że nie zrobię w jego łazience, bo diabli wiedzą, co może przyjść do głowy gołemu facetowi z ręką trzymającą siusiaka.

Podeszłam, wyciągając rękę na pożegnanie i... wtedy mnie rąbnęło.

Pistolet wyciągnął swoją dłoń, którą jeszcze przed ułamkiem ściskał wiadomo co i uścisnął mi rękę.

Ręka parzyła mnie aż do samego domu.

Nic nie pomogło myślenie, że przecież wyszedł spod prysznica, wiec był czysty.

20:27, good_news
Link Komentarze (10) »
wtorek, 21 marca 2006
Czas na mnie

Za dużo pracy, za dużo. Kolejny weekend szykuje się zajęty, a każdy dzień ostatnio taki, że czuję, jak wypruwam sobie flaki, albo żyły. Wpadam do domu późnym wieczorem, złachana jak kobyła, a nocą leżę po ciemku z otwartymi oczami i patrząc w sufit piszę książki. W myśli, bo nie mam już siły uderzać w klawisze.

Nie mam też siły prowadzić dalej tego bloga.

Był czas, że znaczył on dla mnie bardzo wiele, ale na szczęście wszystko powoli wraca do równowagi, a może do kolejnego punktu wyjścia.

Wszystkim dziękuję za wiele radości, za pomoc, za wzruszenia niepojęte, jakich tu doświadczyłam.

Nie mówię: żegnajcie, ale do widzenia.

Jeszcze się przecież kiedyś spotkamy.

07:38, good_news
Link Komentarze (23) »
poniedziałek, 20 marca 2006
Zamieszanie z Kazią

Zapis rozmowy za: http://wirtualnemedia.pl

W którymś momencie Wojewódzki oznajmia, że podobno Szczuka mogłaby występować w Telewizji Trwam i Radiu Maryja.


Kuba Wojewódzki: - Byłaś tam?

Kazimiera Szczuka: - Nie, nie, nie. Ale ja tam mam taką swoją jakąś..., niesamowicie jestem zafascynowana pewną postacią z Radia Maryja. Słuchaj, to jest taka, nie wiadomo jakaś osoba...

Wojewódzki: - Ona prowadzi tę audycję, ten didżej taki?

Szczuka: - Nie, to jest jakby taka stara dziewczynka.

Wojewódzki: - Aha, dziewczynka?

Szczuka: -...założycielka dziecięcych podwórkowych kółek różańcowych...

Wojewódzki: - O, już mi się podoba.

Szczuka: -...i ona mówi takim..., mówi taką specjalną ma melodię. Słyszałeś to kiedyś?

Wojewódzki: - Nie, ale ma jakąś ksywkę, nie wiem, "Siostra Modlitwa"?

Szczuka: - Ja nie wiem, jak ona się nazywa, ale ona mówi tak..., jakoś tak..., że tam [tu Szczuka próbuje naśladować jej wysoki modlitewny tembr głosu] "Módlmy się, dziecięce podwórkowe kółka różańcowe, w których mali pielgrzymi w swoich dziecięcych serduszkach, w których płonie miłość Boża. Módlmy się, żeby łaski Boże spłynęły na wszystkie dzieci, które należą do dziecięcych podwórkowych kółek różańcowych".

I to było godzinami [oklaski publiczności]. Ale słuchaj...

Wojewódzki: - Ale to jest mistrzyni fristajlu! Ona bierze oddech czy nie, czy ona tak bez oddychania?

Szczuka: - Bierze, bierze... I tak [znów wysokim modlitewnym głosem] "łaski Bożej, Jezus w naszych małych dziecięcych serduszkach".

Wojewódzki: - Jak idzie dziewczyna typu Doda, ja mam takie wielkie oczy.

Szczuka: - Jezu, ale wiesz co, to jest po prostu beznadziejne, co ty robisz! Jechałam z moim przyjacielem na wakacje, jechaliśmy w ciemno, jak to się mówi, w Bory Tucholskie...

Wojewódzki: - Nooo, włochate Bory Tucholskie, King Kongu...

Szczuka: - ...i słuchaliśmy Radia Maryja. On słucha Radia Maryja w samochodzie. I ona tak gadała, gadała. No i potem myśmy nie wiedzieli, gdzie idziemy, gdzie będziemy spali w ogóle i ja zaczęłam sobie gadać, gadać, że "mali pielgrzymi do Borów Tucholskich"...

Wojewódzki: - Do swojego King Konga mówisz.

Szczuka: - Tak. I on najpierw się śmiał, potem mówił: "Dobra, już przestań". Potem: "Zamknij się, bo cię zabiję". A ja nie mogłam przestać...

Wojewódzki: - Tak się kochają feministki.

Szczuka: - I posłuchaj...

Wojewódzki: - Doprowadziłaś go do pasji?

Szczuka: - Nie. I była już późna noc, myśmy myśleli, że będziemy spali w samochodzie, w ogóle w lesie...

Wojewódzki: - Ach, ciemno, Kazia i King Kong.

Szczuka: -...a ja cały czas się modliłam, że, wiesz, w naszych małych dziecięcych serduszkach płynie miłość...

Wojewódzki: - Ja bym z tobą nigdzie samochodem nie pojechał, ja już to wiem.

Szczuka: - I słuchaj, i co się dzieje. Przyjeżdżamy do Borów, stajemy, wszędzie czarno, przejechaliśmy Tucholę, tam w ogóle nie ma jednego światła zapalonego. Dojechaliśmy do miejscowości Tleń. Stajemy przed jakimś domem, tak po prostu na głupa, i on dzwoni, bo gdzieś musimy zadzwonić...

Wojewódzki: - Mówi: "Jesteśmy małymi pielgrzymami"?

Szczuka: - Tak, nie.

Wojewódzki: - Tak czy nie?

Szczuka: - Posłuchaj, i wychodzi facet i mówi: "Aaa, państwo z Warszawy? Czekałem na was".

Wojewódzki: - O kurde, kto to był?

Szczuka: - Nie wiem.

Wojewódzki: - I przyjął was?

Szczuka: - Tak, a my mówimy: "Jak to, czekał pan na nas, przecież myśmy nie dzwonili". "A to widocznie ktoś inny dzwonił, no ja się właśnie nie kładę, siedzę i czekam na państwa".

Wojewódzki: - O rany, i gdzie tak nie pojedziesz, to ludzie na ciebie czekają?

Szczuka: - Nie, no chodzi o to, rozumiesz, że myśmy byli pielgrzymami.

Wojewódzki: - "Malutkimi pielgrzymami", o kurde...

Szczuka: - Tak [oklaski]. To był cud.

Wojewódzki: - To był cud. Podszyłaś się pod Radio Maryja, małą pielgrzymkę...

Szczuka: - Tak, byliśmy małymi pielgrzymami z dziecięcych podwórkowych kółek różańcowych.

Wojewódzki: - A wiesz, to jeszcze...

Szczuka: - ...i pan czekał, rozumiesz.

Wojewódzki: - Na małą pielgrzymkę.

Szczuka: - Tak.

Wojewódzki: - Żeby się z nią zabawić.

Szczuka: - Słuchaj, to był cud, no.

Wojewódzki: - Dobra, dobra, więc ja coś powiem. Cudem jest to, że ja poszedłem w niedzielę pod kościół, to był cud, i wybrałem sobie tam dziesięć moherowych beretów, i zapytałem, czy te moherowe berety dadzą wiarę, że ty będziesz pracowała w TV Trwam, i wiesz, co to było...

Szczuka: - No.

Wojewódzki: - Chcesz zobaczyć?

Szczuka: - No.

Wojewódzki: - No to zobaczcie razem, zobaczcie, zobacz tam, Kaziu, Zobacz.

I Polsat pokazuje starszych ludzi, zapewne pytanych o Szczukę, nie wiadomo, kim oni są i gdzie to się odbywa:

"No, uważam, że na pewno się nadaje. Może być, to jest urocza pani";

"Aha, wiem, tak, wysoka, szczupła, ona taka nieprzyjemna, bo ona taka zawsze jakby służbowo rozmawiała, tak ani nic się uśmiechnie...";

"Ja osobiście lubię panią Szczukę, tak że mnie nie przeszkadza";


"Moi znajomi, nikt jej nie lubi, bo ona jest taka wysoka, chuda i taka zawsze ma takie zacięte usta, i tak stara się być miła, ale to jej nic nie wychodzi";

"W TVN ładnie występuje, to może i w katolickiej tak samo będzie dobrze występowała";

"Ja bym jej tam nie wybierała, bo ona jest taka niedostępna, jest taka oficjalna";

"Nie wiem, czy się odnajdzie w tej telewizji, nie jestem tego pewna";

"Poradzi sobie, bo ona jest bardzo mądra kobieta";

"Ja nie chcę Trwać, ja już mam dość tego Trwania, tego wszystkiego, tych przepychanek ja mam dość";

"Nie wiem, proszę państwa, mieszkam tu już ponad 40 lat, ale nie wiem".

16:50, good_news
Link Komentarze (12) »
sobota, 18 marca 2006
Z Edkiem u Siostry Kopernik

Z tego i owego znalazłam się w Toruniu.

Z tego – to było żądanie Edka, aby jej na toruńskiej starówce zrobić sesję zdjęciową i to jak się patrzy.

Z owego – to był reportaż przy okazji.

Był jeszcze jeden powód: otóż miałam osobistą ochotę spotkać się z naszą wspólną Siostrą M. Kopernik.

Zabrałam ze sobą Małego na doczepkę, niech dzieciak tyłek przewietrzy.

Zamiast przewietrzyć, to wyziębił i co chwila musiałam stawać na siusiu w autoryzowanych stacjach paliw, takie te barcholce wygodne.

Ale nic.

Jedziemy jedziemy, jak to się mówi w dobrej historii, zapuszczamy muzyczkę, a ja ochoczo pogwizduję do rytmu.

-         Co ty tak przeraźliwie skrzypisz? – pyta Edek.

-         Gwiżdżę sobie – mówię nic a nic nie zrażona. – Samochód to jedyne miejsce, gdzie mogę sobie pogwizdać i pośpiewać.

-         Pod prysznicem nie możesz? – krzywi się Edek.

-         Nie, bo w drzwi walą – odpowiadam.

-         To może pośpiewaj, zamiast tak przerażająco gwizdać – zaproponowała Edek.

To pośpiewałam.

-         Nie dziwię się, że w drzwi walą – mruknęła pod nosem Edek.

-         Stul się – powiedziałam uprzejmie, gdyż taka jestem.

Na szczęście dojechaliśmy do Torunia i zaparkowaliśmy się przy ulicy Małe Garbary.

Podprowadziłam najpierw Edka i Małego do naszej Siostry M. Kopernik i pstryknęłam usłużnie fotkę. Ale tam! Edkowi to robić fotki! Sami popatrzcie:

Następnie zostawiłam Małego w towarzystwie Edka i pobiegłam na wywiad.

Edek w tym czasie zdążyła roztrwonić po knajpach całą gotówkę przeznaczoną na najbliższy miesiąc żywienia barcholców:

- Rób mi te zdjęcia, rób - przynagliła, zatem wyszlismy na toruńskie ulice:

Edek stojąc na przemian bądź na jednej, bądź na dwóch nogach wzbudzała niemałą sensację swoimi turkusami (w Toruniu turkusy od dawna są już passe)...

Turkusy nosi się tu wyłącznie w postaci maseczek chroniących przed ptasią grypą, co widać na drugim planie z lewej strony Edka...

Ale modelka nic a nic się nie przejmowała sensacją, jaką wzbudzała...

Niczym nowoczesna kobieta przysiadła na ławeczce, gdyż poczuła nieprzepartą chęć przejrzenia kobiecej prasy...

W ogóle zachowywała się nieprzyzwoicie, siadając jak Sharon Stone w "Nagim Instynkcie". Bojąc się ukamienowania nas przez ciało moralne Torunia, na tym zakończyłam tę bezwstydną sesję.

20:55, good_news
Link Komentarze (27) »
czwartek, 16 marca 2006
Nad Morzem Śródziemnym

Po kilkugodzinnym spotkaniu z Alainem, wypiliśmy jeszcze kawę w kawiarnianym ogródeczku i ruszylismy w drogę. Wtedy przypomniałam sobie, ze tu niedaleko i prawie po drodze jest miasto Sete, w którym kiedyś byłam, bardzo piekne i nad Morzem Śródziemnym.

Wszyscy przyklasnęli pomysłowi, żeby udać się do Sete.

I tak to wygladało:

Sete mieści się na tych wzgórzach po drugiej stronie zatoki...

O, właśnie jesteśmy już w Sete, przy porcie, mewy wariują...

Widoczki jak z pocztówki...

Skoczyliśmy na słynne francuskie naleśniki robione w takich warunkach...

A wieczorem, już w Montpellier - kolacja i wino, wino i kolacja, wino i rozmowy, wino i wino...

Rano wypadliśmy na szybkie zakupy (wino i wino), no a potem już, to sami wiecie. Człowiek tak dawno nie był w starym kraju, że już się nie mógł doczekać, kiedy wyląduje...

22:53, good_news
Link Komentarze (23) »
U Człowieka Pająka

Drugiego dnia z samego rana koło południa wybralismy się do niewielkiego miasteczka Pezenas. Tam mieszka słynny Człowiek Pająk. Umówiliśmy się z nim na ryneczku:

Alain zaproponował nam doskonałą restaurację na lunch. Tam najpierw dostalismy przednie wino z tego cudownego w wina regionu. Wznieśliśmy toast:

Na stół wjechały dania kuchni francuskiej. Ja zamówiłam specialite de la Pezenas i bardzo się rozczarowałam:

Te grzybki z ciasta zawierały w środku dziwną konfiturę z serem kozim. No i całkiem nowe nieznane owoce: fizeliny, w smaku przypominające niewysuszone rodzynki...

Alain zamówił rybkę z ryżem. Złapalismy go wszyscy w ogień pytań krzyżowych, na które odpowiadał chętnie i całkiem otwarcie. Kiedy na stół wjechała kolejna butelka wina odważyłam się na parę pytań z gatunku intymnych.

Następnie Alain zabrał nas do swojego domu i zrobił nam jedyny w swoim rodzaju pokaz.

Tak wygląda jego sypialnia:

A tak wygląda Alain w swoim łóżku ze mną;)

Potem Alain pokazał, jak łazi po suficie:

22:41, good_news
Link Komentarze (11) »
W Montpellier

Poopowiadam troszeczkę.

W poniedziałek o świcie znalazłam się na lotnisku Okęcie naszym, gdzie w hali odlotów był punkt zbiórki. Do Paryża lecieliśmy w trójkę: dziewczyna, która ten wyjazd organizowała, a której jeszcze nie widziałam na oczy, jeden dziennikarz z męskiej gazety, którego też na oczy nie widziałam i ja.

Idę przez hol, rozglądam się za ludźmi, których w życiu nie widziałam, a tu nagle...

A tu nagle jakaś blondynka ze srebrną torbą na ramieniu omal mnie nie rąbnęła w bark.

Patrzę i widzę, że to Małgorzata Foremniak.

A tak się składa, że w piątek rozmawiałam z jej menadżerką, która mi powiedziała, że wywiad niemożliwy, bo aktorka wyjeżdża za granicę.

Patrzę dalej, co robi polska aktorka.

Ona idzie dalej jakby nigdy nic. Podchodzi do grupki osób i całuje się na przywitanie.

No, kurcze, sobie myślę. Gdybym jej zrobiła zdjęcie, jak całuje na lotnisku przystojnego mężczyznę, to natychmiast byłaby z tego czołówka gazety z tekstem, że proszę bardzo, Małgorzata Foremniak rozstała się z Waldemarem Dzikim, a tu oto jej nowy życiowy partner.

Gdyż w ten sposób powstają newsy w różnych gazetach.

I może nawet dostałabym premię.

Czego to się nie robi dla pieniędzy, albo uścisku dłoni szefa.

Robi się, albo nie robi, gdyż ja nie zrobiłam.

Stanęłam przy schodach ruchomych, bo czas zbiórki się zbliżał, a nikogo nie było, oprócz mnie.

Okazało się, że zbyt dosłownie odebrałam wiadomość, że punkt zbiórki przy schodach ruchomych, bo organizatorka polska z dziennikarzem już byli, ale nie przy schodach i trochę się namierzaliśmy telefonicznie.

Kiedy się w końcu namierzyliśmy, odprawiliśmy się, prześwietlili i polecieli do Paryża.

Tam czekała na nas właściwa organizatorka z Reality TV, gdyż jest taka telewizja, o czym powiedziały mi kilka dni wcześniej moje barcholce.

Razem z właściwą organizatorką, Jane, pochodzącą z Nowej Zelandii czekali na nas dziennikarze z Węgier: Peter i Marta.

Zaraz też mieliśmy samolot do Montpellier.

W Montpellier byłam kilkanaście lat temu.

Dużym Fiatem przyjechałam.

Jakoś wszystko wyglądało inaczej.

Kiedyśmy wylądowali, Jane wynajęła dla całej naszej ekipy samochód, Peugeota 807, jeśli to kogoś interesuje. Fura wielka marki srebrnej.

Jane powiedziała, że boi się jechać, gdyż w Londynie, gdzie teraz mieszka jeździ się inaczej. No i na dodatek ten duzy samochód.

W związku z tym, że nie było chętnych, Jane wsiadła jednak za kierownicę i pomknęlismy do miasta.

Do samego centrum.

Zaliczając po drodze parę słupków, krawężników i chodników, ale to w końcu normalna rzecz.

Nasz hotel mieścił się na przepięknej starówce, pod którą sprytni Francuzi zbudowali kilkupoziomowy parking.

Nie mogliśmy zaparkować, tak mało było miejsca.

Potem zapomnieliśmy, na którym poziomie zaparkowaliśmy, ale to było potem. Na drugi dzień.

Tego dnia mieliśmy czas wolny, zatem lunch, czerwone wino do północy.

Padłam jak kłoda, co za szczęście, że wcześniej pstryknęłam parę fotek.

Montpellier wyglądało tak:

 

Na jednym z placyków złapałam za rękę gościa przypominajacego Bolesława Prusa...

Łuk nieomal triumfalny, pod którym przeszliśmy....

Po drodze mijając francuskiego kloszarda...

Słońce grzało pięknie...

 

Po kolei pstrykaliśmy sobie fotki przy starych akweduktach. Tu: Jane.

Montpellier to miasto fajnych chłopaków. "Nie ma takich w Polsce" - powiedziała Maja.

Wieczorem do czerwonego wina przygrywał nam akordeonista...

I tak to właśnie miło i sympatycznie zakończył się nam dzień pierwszy...

22:26, good_news
Link Komentarze (8) »

 Wrociłam z Francji, śpię u Uruski, very komfortowo, żyję i co z tego.

Przecież jestem padnięta i jutro/dzisiaj to wykasuję.

01:56, good_news
Link Komentarze (16) »
sobota, 11 marca 2006
Proszę nie brać osobiście

W środku dnia wyrwana z redakcji na kawę, jak w sensacyjnym romansie, wychodzę z redakcji i wsiadam do samochodu stojącego pod redakcją. I potem, wieczorem znów wizyta w kawiarni, jako pocieszenie, gdyż jedna gwiazda telewizyjna, trzech aktorów filmowych, dwie aktorki i dwie piosenkarki odmówiły mi dziś wywiadu.

No dobra, nie biorę tego tak osobiście.

-         Proszę nie brać tego tak osobiście. Ja dziękuje za pani telefon, ja chętnie się z panią spotkam, ale nie do tej gazety – usłyszałam.

Stanowczo zbyt rzadko bywam w redakcji.

Tam zaczęły panować jakieś dziwne zwyczaje: obrażamy wszystkich, słusznie czy nie słusznie.

Podcinamy gałąź na której siedzimy.

No i mam nowego naczelnego.

Chryste, ilu ja szefów już przeżyłam. Niedługo zamkną mnie w klatce i będą pokazywać stażystom, jako gazetowego dinozaura.

Wracając do wieczornej pocieszanki, to była.

Z Takim Jednym.

Dostałam puchar kawy tiramisu, ale co on sobie zamówił, to zabijcie – nie wiem.

A wyglądało to tak:

 

A ta dłoń... Taka Jedna...

01:19, good_news
Link Komentarze (19) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 115