Nie ma złych wiadomości. Bo nawet te wyglądające w pierwszej chwili czarno i podle, mogą się na dobre obrócić. Newsy prywatne i osobiste.
Blog > Komentarze do wpisu
MężczyznaWTrzechOdsłonach

Miała 15 lat, kiedy pierwszy raz spotkała Go na swojej drodze.

Chodzili do jednego liceum, z tym, że ona była w pierwszej, a on w ostatniej klasie.

Ona była ze wsi, córka rencisty i gospodyni domowej, a On...

O, On był dzieckiem małomiasteczkowej elity.

Tak się zaczyna bajka o Mężczyźnie.

Poszli na swój pierwszy spacer. Panowała wczesna wiosna, marzec, dokładnie 15 marca. Śnieg jeszcze leżał wszędzie, chociaż w mieście nie było z niego żadnej przyjemności.

-         Wyobraź sobie świat, jako spróchniałe, powalone drzewo – mówił, a ona słuchała z głową opuszczoną, bo wstydziła się na niego patrzeć tak otwarcie.

Wyobrażała sobie świat jako powalone, spróchniałe drzewo i od razu przypominał jej się ten wierszyk Szymborskiej, i te słowa: „Nie będę powalonym drzewem...”

-         Widzisz? – pytał, a kiedy kiwała głową nieśmiało, mówił dalej. – Taki jest świat. Wydaje się, że już wszystko było, że już nic nowego się nie wymyśli, że świat spróchnieje, rozpadnie się. A teraz wyobraź sobie, że z pnia tego powalonego próchna wyrasta malutka gałązeczka. Widzisz? Zaczyna się zielenić, obrastać w listki, z roku na rok staje się silniejsza, ale rośnie na tym próchnie, z tego próchna powstała, to próchno dało jej życie...

Słuchała go oczarowana.

 

Tak, spotkała najpierw Mężczyznę, przy którym nauczyła się słuchać.

 

Miała 18 lat, kiedy pierwszy raz spotkała Go na swojej drodze.

Była studentką, a on słuchaczem pomaturalnego studium, które chroniło go przed wojskiem.

Poszli na swój pierwszy spacer. Królowała jesień, ale śnieg tego roku spadł wcześniej. Pierwszy śnieg, niewinna biel.

-         Wyobraź sobie, że jesteś kosmitą i właśnie spadłeś na Ziemię – mówiła mu. – Opowiedz mi, co widzisz? Co czujesz, kiedy dotykasz śniegu? Co to dla Ciebie znaczy, o, ten dom z białym dachem? Ta książka? Ten wiersz? Ta muzyka? Opowiedz mi o swojej planecie. Jak tam u Ciebie jest? – pytała.

Uśmiechał się niepewnie. Powoli, powoli, wyłaził z siebie, jak ślimak z muszli, jak motyl z kokonu, jak rycerz ze zbroi i stawał przed nią nagi.

 

Tak, spotkała potem Mężczyznę, przy którym nauczyła się pytać.

 

Miała 30 lat, kiedy pierwszy raz spotkała go na swojej drodze.

Ona była z Polski i znała miejscowe zwyczaje, oraz tutejszych, a on przyleciał z Kanady.

Poszli na swój pierwszy spacer.

Zaczynała się wiosna, być może w górach najwyższe szczyty pokrywał jeszcze śnieg, ale nie było go już nad morzem.

Nad morzem intensywnie pachniały sosny i pysznie zieleniły się krzewy.

-         Wszystkie nowe początki powinny mieć zielony kolor – myślała.

Opowiedzieli sobie swoje życia. Wszystko, bez przekłamań, bez zbędnych ozdobników.

Opowiadali przez dwa dni:

-         Był taki dzień, kiedy tam, daleko od Polski, na emigracji, pozostawiony sam sobie, bez znajomości języka, bez pracy, znajomych, siedziałem głodny na ulicy i myślałem: albo ze mną koniec, albo początek. Uświadomiłem sobie, że oto właśnie jestem w tym cudownym momencie, w którym mogę podjąć decyzję: skończyć się, czy zacząć.

-         Zacząłem od pracy na budowie – mówił. -  Pierwszego dnia poprosiłem o zaliczkę, właściciel spostrzegł, że byłem wycieńczony z głodu i dał zaliczkę, chociaż nie miał wcześniej takiego zwyczaju i tak po kilkudziesięciu godzinach po raz pierwszy zjadłem chleb i wypiłem kawę.

-         Byliśmy tak biedni, że dzień w dzień jedliśmy kisiel, a dziecku tarłam marchewki na wodzie i to była cała zupa – mówiła.

-         Potem były kury – mówił. – Jechało się nocą, kiedy spały i łapało się je z grzędy za nogi, a nogi układało miedzy palcami, kury się budziły, trzepotały skrzydłami jak wściekłe, srały na ręce, drapały do krwi, a jak która była zbyt agresywna, to ukręcało się jej łeb...

-         Ja stałam na rynku i sprzedawałam badziewie z Syrii, na ponad dwudziestostopniowym mrozie, letnie bluzki, nigdy nie miałam rękawiczek, wracałam zsiniała do domu, szybko ręce pod zimną wodę – mówiła.

Przez dwa dni splatały się ich opowieści i dusze, a trzeciego dnia splotły się ich ręce...

 

Tak, spotkała wreszcie mężczyznę, którego mogła pokochać...

 

czwartek, 10 marca 2005, good_news
Komentarze
2005/03/10 23:11:54
Przyjemnie i z nutka zazdrosci czyta sie Twoje zapiski.
Cieplo mi ze spadlam do Ciebie na chwile.
-
2005/03/10 23:13:02
gdybym nie byl prymitywnym facetem , to wzruszyl bym sie...kiedys gdzies udalo mi sie podsluchac ze do trzech razy sztuka... ale nie powiedziano czy sie nie udaje czy w koncu sie za trzecim razem udaje... na pewno trzeba probowac...zlamane serca lamia tez serca...bad news for............?
-
2005/03/11 00:03:38
Umiesz tworzyć tak piękne, sugestywne obrazy... Podziwiam.
-
2005/03/11 00:10:29
Piękny opis, naprawdę. Porusza dobre nuty we mnie... Dziękuję i pozdrawiam. Aha, zawiadamiam, że powróciłam już na blogowe pielesze :) enga.blox.pl
-
2005/03/11 00:43:50
poloca westchnela i odwrocila sie od swoich glupawych mysli
dobranoc
-
2005/03/11 00:45:38
Rany! Naprawde??!!! nie strasz tak po nocy?? Zaden facet?? ;D
-
2005/03/11 08:22:56
cieszę się z twoich pięknych uczuć
-
2005/03/11 10:38:17
czy pokochała...?
-
2005/03/11 12:21:13
świetny tekst!
-
2005/03/11 19:12:59
I znów jestem jak przylutowana...?
Już było kilka takich dni...
pozdrawiam.
-
2005/03/11 20:21:43
tak milo...tak milo miec dobre wspomnienia, one jedyne nie kurza sie, one jedyne sa na cale zycie:)
-
2005/03/11 23:43:19
Taką Cie kocham.
- To nie są słowa bez znaczenia.